poniedziałek, 20 kwietnia 2015

SHOWROOM Wzory i Kolory

Własną pracą, zaangażowaniem i z dużą dawką determinacji można osiągnąć wiele :) Nam się to udało! Chociaż to dopiero otwarcie lokalu, który jest jeszcze w połowie wyposażony, to czujemy, że to wielki krok w tą właściwą stronę. W miejsce, gdzie będziemy realizować nasze marzenia i marzenia naszych klientów! Miejsce przepełnione pasją do rzeczy ładnych i dokładnie wykonanych. Miejsce, w którym najważniejsza jest fantazja!
Ale jest całe mnóstwo bardzo bliskich nam osób, bez których to by się nie udało, a na pewno nie w tak krótkim czasie. Ten post pragnę poświęcić na wspomnienia i podziękowania :D

A zaczęło się od tego:








Po obejrzeniu lokalu postanowiliśmy, że bierzemy i że zostaje ściana z cegły...

Początkowo pomysły na ten lokal były inne, ale gdzieś po drodze uznałam, że robię tam swoją pracownię! Na zapleczu toczą się nóżki do lampek i ławeczek, nie może być lepiej ;)

Remont i wyposażenie to była sprawa długa i wieloetapowa. Zaprojektowanie tkanin, przygotowanie zestawień, dopracowanie kolekcji. Zamówienie materiałów, stołków, liczne zakupy. Dużo, dużo, coraz więcej...
Szpachlowanie i malowanie tak wysokich ścian i sufitu także były karkołomne i bardziej przypominały akrobatykę NIEartystyczną niż prace remontowe. Ale w kobietach siła. Ściany szpachlowałam z moją siostrą :)





Malowałam już przy pomocy Małgosi ;)




Na początku chciałabym podziękować Markowi! Bo chociaż robiliśmy to razem, dla nas obojga, to na pewno nie miał ze mną lekko przez ostatnie 3 tygodnie ;) Mój dość ugodowy charakter zaostrza się gdy czas się skraca!

W drugiej kolejności wielkie podziękowania dla mam! Jak zawsze nieoceniona pomoc. Nie tylko zajmowały się Małgosią, ale malowały, szyły i dbały o nasze mieszkanie i o nasze zaniedbane, puste żołądki! Włożyły w to całą masę pracy. Bez nich na pewno nie zdążyłabym wszystkiego ogarnąć w tym czasie.

 W poprzednią sobotę natomiast wparowała do nas na motorach najlepsza na świecie ekipa remontowa! Izka, Tomek i Tomka tata - p. Michał. Praca na 10 rąk! Wióry, pył i zapach lakierów. W pocie czoła pracowaliśmy aż do zmroku, kiedy to okazało się, że malując kraty nie widzimy, czy robimy to dokładnie, czy nie! Wielkie dzięki dla nich za poświęcenie swojego wolnego dnia.








A także giga buziak dla Bartusia - mojego szwagra, który zdjął nam wewnętrzne kraty oraz zrobił piękne stołki i stolik!!






Bardzo mocno chcę też podziękować mojemu tacie, który prosto po pracy piątkowej przyjechał do mnie i pół wieczoru i prawie całą sobotę pomagał, montował i spełniał moje zachcianki :) Ojcowska miłość zwyciężyła zmęczenie! :*

Dziękuję też Anetce, za to, że wpadła wcześniej w sobotę żeby rzucić swoim architektoniczno artystycznym spojrzeniem na całokształt, a także pomogła myć okna i w ogóle, a także Piotrusiowi! Pomagał mi w zakupach, kilku wyjątkowo męskich pracach i w przyjmowaniu sobotnich gości.

Efekt? Bardzo mi się podoba i chyba nie tylko mnie :D Ale oceńcie sami:




















Zapraszamy do nas, na razie w godzinach: 14-17:30 w dni powszednie!



wtorek, 31 marca 2015

Mali Giganci i Mała Inspiracja

Tego posta nie mogło zabraknąć!


Na początku lutego z niedowierzaniem przeczytałam maila o treści:

"...W związku z rozpoczęciem zdjęć do nowego show telewizji TVN "Mali Giganci", gdzie występować będą dzieci w wieku 4-12 lat, zgłaszam się z pytaniem czy byliby Państwo zainteresowani pokazaniem swoich projektów w programie..."

 Pomyślałam- to będzie piękny dzień :) Cała polska zobaczy moje projekty i to nie byle gdzie, ale w programie, który zdecydowanie jest telewizyjnym wydarzeniem tego sezonu, wzbudza liczne emocje i bawi każdego, bez względu na wiek i płeć! WOW :D

Wybór stylistki padł na Tęczową i Morską sukienkę, a ponieważ Kinia występowała w duecie ze Stasiem, to do falbaniastej sukieneczki uszyłam jeszcze kamizelkę w romby!

























Czekałam na emisję mojego odcinka z niecierpliwością! Kupiliśmy nawet szampana :D
Zwiastuny puszczane wcześniej w telewizji tylko podsycały moją niecierpliwość.

Oglądaliście? Jeśli tak to zapraszam na małą fotograficzną powtórkę z duetu i trio pt. Mała Inspiracja i Mali Giganci. A jeśli nie mieliście okazji zobaczyć tego odcinka to jest on dostępny tutaj .


Na pierwszy front poszła Klika Rubika! A w naszych kolorowościach zaprezentowali się Kinga i Staś, dzieciaczki, które są tak urocze i naturalne, że uśmiech sam pcha się na usta. Zakochane w sobie maluchy opowiadały Filipowi Chajzerowi o ich niezwykłym uczuciu, które połączyło ich w programie :)










Czyż nie są słodcy? Zdradzę Wam, że swoje ubranka projektuję właśnie dla takich cudownych, barwnych i energicznych dzieciaczków.

A oto Klika Rubika w swojej całej okazałości:



Po kilku kolejnych fantastycznych występach przyszła kolej na Wiktorię Gąbkę z grupy Czadersi, którą opiekuje się Aneta Todorczuk-Perchuć.

"Gąbka" zaśpiewała piosenkę Artura Andrusa "Królowa nadbałtyckich raf" :) Był to dla nas niezwykły zbieg okoliczności, bo odcinek ten oglądaliśmy w Krasnymstawie, u mamy Marka, która uwielbia Andrusa, a jego płyta z tą właśnie piosenką często wybrzmiewa w ich rodzinnym domu! Znamy ją już na pamięć.
Tak, tak, teraz już wiem, dlaczego stylistka wybrała właśnie sukienkę Morskie Opowieści!






Dzieciaczki brały także udział w quizie!




Na koniec programu jury w składzie: Kasia Bujakiewicz, Agnieszka Chylińska oraz Kuba Wojewódzki mogli przyznać dodatkowy punkt dla jednej z drużyn za wyjątkowe wykonanie. Punktem tym nagrodzili oczywiście duet Kingi i Stasia, a ja po cichu wierzę, że to odpowiednia stylizacja pomogła im w tym sukcesie ;)



Przyznam się Wam, że od soboty, każdego poranka oglądam sobie te zdjęcia! Daje mi to energię na cały dzień i upewnia w tym, że warto marzyć i robić to co się czuje.


czwartek, 26 marca 2015

Cepelia w wielkim mieście

Zaświeciło słońce więc wyszłyśmy. Zanim byłyśmy na miejscu to już kropiło...
Na szczęście delikatne wczesnowiosenne powietrze szybko nas zachęciło do spaceru z aparatem i nowym płaszczykiem.

Małgośka szalała, tańczyła i śpiewała na całe gardło. Kolory dodają powera!










Co nieco o płaszczu:

Jak już wiecie, projektuję tkaniny. Głównie na potrzeby mojej drugiej marki: Wzory i Kolory, ale pomyślałam, że i ubranka powinnam szyć z takich właśnie autorskich materiałów. Kolekcja FOLK by WiK powstała już w zeszłym roku, ale dopiero teraz zainspirowała mnie do uszycia z niej ubranka.
Żywa kolorystycznie, energiczna i taka nasza- polska :D
Wierzch płaszcza to drukowana bawełna, która strukturą przypomina surowy, gęsto tkany len! Podszewka jest z białego polaru, dzięki czemu płaszczyk jest cieplutki i milutki dla ciała.
Do wykończenia użyłam efektownych dodatków w czerwonym kolorze: tasiemki, która zdobi wszystkie brzegi, a także połączenia tkanin oraz cudowne guziki, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia!














Spacer zakończyłyśmy lodami śmietankowymi :D







czwartek, 5 marca 2015

Rękodzielniku! Ceń swoją pracę!!

Sprzedawanie swoich wyrobów to trudny kawałek chleba. Wie to zapewne każdy, kto tego spróbował.
Bez wyrobionej na rynku marki, znanej twarzy promującej nasze cudeńka oraz tysięcy złotych wydanych na reklamę i sponsorowanie nagród wszelakich mamy marne szanse aby szybko zostać zauważonym. Bierzemy udział w całej masie fejsbukowych konkursów, ale niestety ilość lajków też nie przekłada się na ilość zamówień :( Pozostaje nam mieć nadzieję, że nasi znajomi pomogą nam rozprowadzać o nas wieści pocztą pantoflową i, że kiedyś zdarzy się cud i sama Królowa Elżbieta złoży u nas zamówienie :D

Nie jestem może super biegła w temacie, ale od kilku lat siedzę w nim po uszy już od kilku lat, oglądam nowo powstające marki, śledzę konkurencję i mam już kilka (mam nadzieję trafnych) spostrzeżeń.

1. Produkt

Musi być wyjątkowy! Od ponad dwóch lat co chwilę widzę jak powstaje nowa marka oferująca kocyki dla dzieci. Bawełna + Minky. Kolorowe, milutkie i bardzo ładne, ale wszystkie takie same. Bo cóż może je różnić? Amerykańskie tkaniny z najnowszych kolekcji? Ciekawe zestawienia kolorystyczne? Owszem... nie zmienia to faktu, że produkt w dalszym ciągu jest tym samym kocykiem. A może pójść o krok do przodu? I zaczyna się kombinowanie. Niestety wymyślenie jakiejś zupełnie nowej rzeczy wcale nie jest takie proste. I tu zaczyna się zżynanie. Podglądanie co wiodący producenci mają nowego na swojej stronie. A może się uda i nikt nie zauważy, że mam to samo co oni, tylko w innych kolorach? Bo cóż innego robić z tą całą masą nakupionych już tkanin!
No ludzie, na litość! Każdy ma przecież swoją głowę i do czegoś ona powinna służyć. Nie ściągajmy od innych. Róbmy swoje! Wyjątkowe i niepowtarzalne. Nie dopuśćmy do tego, żeby rękodzieło stało się nudną dziedziną, w której wszystko jest identyczne.
I zastanówmy się. Jeśli na stronach producentów rzeczonych kocyków są wyroby z wzorami tkanin, które były popularne i modne 3 lata temu, to dlaczego oni wciąż je oferują? Bo tak świetnie im schodzą? A może dlatego, że wcale im nie schodzą i od 3 lat nie zmienili swojej oferty, bo nic im się nie sprzedaje i nie mają kasy na nowe inwestycje?
Konkurencja jest coraz większa, a prowadzenie działalności wymaga niezwykłej elastyczności. Trzeba rozwijać swoje umiejętności i swój asortyment, bo może się okazać, że zszycie 4 boków kocyka do kupy to już za mało by godnie zarabiać.
Z produktem ściśle związana jest...

2. Cena

Ściśle związana, bo zależy chyba tylko od niego. Niedawno na jednej z "dizajnerskich" stron wnętrzarskich widziałam kanapę do salonu. W sumie wyglądała na całkiem prostą w produkcji. Ot długi blat drewniany na czterech niskich nóżkach, z tyłu oparcie z takiego samego blatu, a na tych cztery płaskie poduchy! Dwie jako siedzisko, dwie jako oparcie. A teraz cena? Jak myślicie? Ano jedyne 37 000 zł.  (słownie: trzydzieści siedem tysięcy złotych), bo promocja i super okazja! Bo produkt powystawowy i ma na drewnie rysę...
Daje do myślenia?
Pokazuję Markowi i mówię, że kopara mi opadła do ziemi. A on pyta czemu? Bo przecież cena nie powinna być zależna od kosztów produkcji (które też nie wiadomo jakie są, bo ze zdjęcia nie wszystko da się oszacować) tylko od odpowiedniej relacji podaży do popytu :) O takie mądre zdanie mi powiedział. Ale ma przecież rację. Jeśli ktoś chce właśnie taką kanapę, albo zobaczy ją w tym sklepie i wie dokładnie, że nigdzie indziej takiej nie znajdzie to pewnie stanie na głowie i te 37 000 złotych na nią znajdzie. Skoro konkurencja takiej nie ma, a on sam do stolarki ma dwie lewe ręce...
Jest jeszcze druga fajna anegdotka, którą opowiedział mi mój szwagier - Bartuś. Artysta metaloplastyk. Przyjeżdża do niego Pan X żeby się dowiedzieć ile będzie kosztować taka a taka brama z furtką.  Bartuś mu mówi, że brama z takim wzorem będzie kosztować YYY zł. Pan X robiąc wielkie oczy mówi, że w markecie widział za jedyne ZZ zł. a tutaj aż YYY zł.? Bartek tłumaczy Panu X, że w markecie to produkowana masowo chińszczyzna, a on wszystko robi indywidualnie (razem z projektem), ręcznie zakuwa, maluje wedle życzenia itp. stąd taka cena i, że jak Pan X chce to może przecież tą bramę kupić w owym markecie. Na co Pan X mówi, że tamta brama mu się nie podoba!
I teraz pytanie: zrobimy wszystko żeby zyskać tego klienta, czy zrobimy wszystko aby godnie zarabiać i cenić swoje pomysły, wyjątkowość i zaangażowanie? Zarabiać mało a często, czy raz a porządnie?
Są dwa podejścia. Jeśli zrobimy wszystko żeby mieć jak najwięcej klientów to musimy znacznie zejść z ceny. Żeby obniżyć cenę musimy też najczęściej obniżyć jakość robionych przez nas rzeczy, aby nam się to jakkolwiek opłacało. Ludzie nie są idiotami ( w większości), więc nie próbujmy im wciskać kitu między oczy! Gdy wypuszczamy z naszych dłoni tandetę, albo fuszerkę (bo jesteśmy na siebie źli, że zarabiamy na tym całe nic i się nie przykładamy), to pewnie ten klient do nas nie wróci i z całą pewnością nas nie poleci. A narobimy się jak osły! Nadszarpując mocno tym samym nasze życie rodzinne i zdrowie psychiczne. 
Drugie podejście jest dużo bardziej poprawne biznesowo. Robimy coś w co wkładamy całe serce, pod jakością i wykonaniem podpisujemy się obiema rękami i nogami, ale zapominamy o całej naszej empatii i narzucamy cenę taką jaką faktycznie byśmy sobie za to życzyli :) Niestety ta kategoria znowu się dzieli na dwie mniejsze:
  •  produkt konkurencyjny - wówczas cena powinna być w miarę rynkowa, bo w porównaniu z tą samą rzeczą z innej firmy wypadniemy bardzo blado
  • produkt bezkonkurencyjny (jak kanapa w powyższym przykładzie) - hulaj dusza, piekła nie ma!
Zatem wracamy do naszego wyrobu, który to ma wielki wpływ na nasz ostateczny zarobek. Oryginalni, albo biedni ;) Warto się nad tym zastanowić zanim ściągniemy coś od innego rękodzielnika! ( nie wspominając o tym, że to siara).


Nie dajcie sobie wmówić, że skoro robicie coś sami to powinno to być dużo tańsze niż w sklepie! Jest wręcz odwrotnie. W sklepach (sieciówkach) oferowany asortyment jest taśmowym wyrobem. Są tego setki tysięcy na całym świecie i może to mieć prawie każdy. Wasze rzeczy są rękodziełem. Dziełem wykonanym własnoręcznie! Na cenę musi się tu składać nie tylko stawka za roboczogodziny, ale przede wszystkim wiedza jaką zdobyliście, żeby się czegoś nauczyć oraz pomysł, który jest najbardziej cenną wartością!

Niedawno zaczęłam robić lampki. Nie sprzedawać, tylko robić ( a potem sprzedawać ;) ).
Wydawałoby się, że takie lampki są już na rynku...




... chyba jednak nie ma.
Projektuję wzór na abażur, który potem jest drukowany na wysokiej gatunkowo bawełnie. Projektuję profil nogi do lampki, po czym generuję kody na maszynę... Staję przy tokarce, obrabiam wstępnie drewno i wytaczam w nim kształt. Później ręcznie go maluję, szlifuję i jeszcze raz maluję, aż do uzyskania porządanego efektu. Abażur także robię ręcznie, na bazie dwóch prefabryktów, które to (tym razem) już zamawiam od producentów.
Nie robię tego dlatego, żeby jak najwięcej kasy zostało u mnie w kieszeni, a dlatego, że dzięki temu mam nieograniczone możliwości! Na abażurze może być dowolny wzór, dowolna grafika, czy nawet zdjęcia... Noga z kolei może być z dębu, olchy, jesiona... może mieć prawie każdy kształt i rozmiar (który spełnia nasze wymogi technologiczne) i być pomalowana na dowolny kolor i dowolną techniką! Do tego daję możliwość zamówienia u mnie poduszek, zasłon, siedzisk, abażurów sufitowych, które będą miały taki sam, bądź pasujący do tej lampki nadruk. To mój pomysł na działalność.

Jak widzę w internecie abażury obklejone niechlujnie jakąś tanią i nieładną tkaniną, do tego w śmiesznej cenie 42zł, to zastanawiam się jak bardzo byle jakie są te materiały i jak śmieszny zarobek ma na nich ta biedna Pani, która je oferuje (zakładam, że to właśnie Pani). Warto się tak naszarpać za 10 zł.? A uwierzcie mi, że pracy przy tym jest nie mało.

3. Moje życie osobiste - ja w roli "bizneswoman"

Gdy podejmuję się jakiegoś mega wyjątkowego zlecenia to wiem, że zajmie mi on dużo więcej czasu niż mogłoby się wydawać. Fajnie mieć w swoim portfolio coś super niezwykłego, mieć się czym pochwalić, ale nie za wszelką cenę!
Lubię gotować i chcę gotować codziennie i do tego codziennie coś innego. Na to też potrzeba czasu, no bo z dzieckiem i zakupy i planowanie i mnóstwo innych obowiązków domowych. Ale nie poświęcę komfortu mojej rodziny. Nie chcę mówić mojej córce: mama się z tobą nie pobawi, bo ma robotę. Czasem jest tak, że córa ląduje u dziadków na kilka dni, a my napinamy z jakimś tematem, żeby się wyrobić ;) ale chciałabym żeby to były bardzo sporadyczne sytuacje.
Niestety tak się zdarza. A co zrobić żeby w takich sytuacjach mieć z tego jakąś satysfakcję? Trzeba się cenić! Siebie, swój czas i swoje życie rodzinne! Wiąże się to oczywiście z mniejszą ilością potencjalnych klientów, ale warto nie odpuszczać i iść w zaparte ze swoimi postanowieniami. Wtedy zamiast płaczu i zgrzytania zębów, że robimy coś co nam się nie opłaca, mamy radość i satysfakcję.

Mam taki swój przykład.. Jedna z pierwszych sukienek, która została wypuszczona przez Małą Inspirację, to była kiecka: Tęczowe Falbany



Wzór ten spotkał się z mnóstwem cudownych opinii i radością wielu małych nabywców, ale niestety też z ostrymi słowami krytyki, że chyba mnie pogięło z tą ceną! (250 zł)
12 falbanek. Każda osobno, ręcznie wycinana z szyfonu (tkaniny zwiewnej, delikatnej, ale okropnej w obróbce), każda obrzucana 2-3 razy drobniutkim ściegiem zygzakowym, aby zamiast sztywnego wykończenia na końcu miała subtelne obrzucenie, które nie odbiera lekkości falbanom. Każda falbana marszczona, później naszywana za spódnicę. Jak myślicie? Ile czasu średnio zajmowało wykonanie tej sukienki?? Otóż jedna sztuka robiła się jakieś 2 dni. Po 5 falbankach już stopka sama skacze przed oczami, a nie jesteśmy nawet w połowie...
Gdy uświadomiłam sobie, że z ekonomicznego punktu widzenia to ten fason jest dla mnie kompletnie nie opłacalny ( 2 dni pracy, zmęczenie i ból ramion okrutne, a z 250 zł. po odjęciu kosztów za materiały zostawały śmieszne grosze) to było mi już głupio zmieniać jego cenę. Dlatego też rok temu, z wielkim bólem serca, zrezygnowałam z tej sukieneczki już na dobre. Została nam już tylko jedna sztuka- prototyp, którego nigdy nikomu nie oddamy ;) i mimo, że jest już na Gosię trochę kusy, to ona uwielbia w nim tańczyć :D
W tamtym tygodniu miałam jednak wyjątkową okazję powrócić na kolejne dwa dni do tego fasonu! Otóż sukieneczka, którą szyłam ma dodawać blasku pewnej dziewczynce z programu Mali Giganci :D Ale to już sobie zobaczycie w TV.

W biznesie trzeba być upartym. Trzeba też wiedzieć czego się chce i nie odpuszczać. Należy pamiętać o elastyczności o tym, że nasza praca jest warta dużo więcej niż myślą ci, co sami nic nie robią! Należy się też uzbroić w cierpliwość! Bo czas jest czynnikiem, który bardzo zniechęca początkujących. Ale warto! Jeśli robisz coś wyjątkowego, własnego i pomysłowego, to prędzej czy później zostaniesz zauważony.
Ja po trzech latach mam swoje takie małe sukcesy i jestem dumna z tego, że wytrwałam. To daje mi siłę i motywację aby codziennie rano budzić się z nowymi pomysłami! A początki, uwierzcie mi, były strasznie nieopierzone i z perspektywy czasu nawet dość zabawne :D


PS. Pisząc tego posta użyłam dużo uogólnień. Nie miałam na myśli tutaj nikogo konkretnego. Czysta obserwacja i moje własne wnioski ;)








poniedziałek, 2 marca 2015

Łąka pełna CHABRÓW!

O CHABRZE  Wam wspominałam? Pewnie, że tak :)

Tą niezwykłą grupę przyjaciół połączyła pasja śpiewania, ale mimo, że ich drogi (także kariery wokalnej) się rozeszły w różne strony, to przyjaźń przetrwała!
Ostatnio dwie CHABROWE laski: Marta i Ola wspólnie obchodziły urodziny. Impreza pod tytułem 333 była świetną okazją żeby znowu spotkać się w komplecie. Oto oficjalna etykieta, którą dziewczyny zrobiły na swoje święto:




A my wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić jedyny w swoim rodzaju prezent! I udało się :) Lampka, którą opracowaliśmy będzie im przypominać wspólnie spędzany czas! Ale gdyby któraś zapomniała to jest podpis ;)